Rozdział 3 { narracja pierwszoosobowa }
- No więc... chcesz wiedzieć wszystko, czy poznać tylko ogólną przyczynę? - zapytałam, z trudem łapiąc powietrze.
- Wszystko - Bieber uśmiechnął się i poprawił się na łóżku. Wzięłam łyk kawy i zaczęłam mówić, ostrzegając go jednak, aby mi nie przerywał, bo nie dokończę, a on przytaknął.
- Zanim tu trafiłam, cztery miesiące temu, byłam dosyć popularną dziewczyną. Wiesz, miałam bogatych rodziców, zawsze najlepsze ubrania; należałam do elity. Byłam także ich przywódczynią. Zawsze słynęłam z tego, iż robiłam najlepsze domówki w NYC - starzy wiecznie na jakichś delegacjach, więc miałam luzy. O fakcie, że pomimo masy "przyjaciół" - przerwałam na chwilę, robiąc niewidzialne myślniki w powietrzu, zaczerpnęłam powietrza i kontynuowałam, robiąc co chwilę przerwę na gryza gofra i łyk kawy. - byłam samotna, nikt nie wiedział. Nie miałam nikogo szczerego, kto by nie leciał na kasę. Któregoś dnia, starzy powiedzieli, że dostali awans i że jadą na kilka tygodni do Europy. Zostawili mi kasę i odlecieli. Po kilku dniach, zaczęłam się nudzić, więc zorganizowałam domówkę. Wiesz, taką prawdziwą, nowojorską. Alkohol, narkotyki, tytoń. Przyszło grubo ponad sto osób. Połowa z nich, nie wiedziała do kogo przyszła, ale liczyła się darmowa wyżera, picie i ćpanie, nie? - popatrzyłam na Biebera, który słuchał z zaciekawieniem. - No i wtedy poznałam Kurta. Z początku było miło. Wiesz, przystojny, wyluzowany, trochę podjarany, ale dalej kontaktował. Dużo rozmawialiśmy, bawiliśmy się, tańczyliśmy. Aż w końcu - sama nie wiem kiedy - zaczęliśmy się całować. Wiesz jak to jest na imprezach, w dodatku po dragach. Zaciągnęłam go do mnie do pokoju, aby mieć chwilę ciszy w tym rozgardiaszu. Chyba źle to zrozumiał, bo wsunął rękę pod moją bluzkę, a kiedy chciałam ją wyjąć, moja ręka niechcąco dotknęła jego penisa. Chciałam się wyrwać, ale ścisnął mnie do siebie i całował coraz łapczywiej. Szarpnął moją bluzką, a że nie miałam podspodem biustonosza, stałam przed nim półnaga. Wybełkotał coś o moich cyckach i zaczął je ślinić. Wtedy odpłynęłam. Chwilę potem, ocknęłam się i zaczęłam się wyrywać, ale był silniejszy. Pchnął mnie na łóżko i jedną ręką, zdjął ze mnie spódnicę wraz z majtkami. Ażeby nie tracić ani chwili, odrazu wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć, a on wsadzał mi coraz mocniej i szybciej. Ktoś usłyszał moje wrzaski i przyszedł do mojego pokoju i widząc, co się dzieje, zadzwonił po policję. No ale, okazało się, że rodzice Kurta, byli pracodawcami moich, a ten skurwiel, to ich pupilek. Nikt mi nie uwierzył, bo odkryli, że w mojej krwi znajdują się substancje odurzające. No i w dodatku Kurt, kupił sobie alibi. Jak się o tym dowiedziałam, próbowałam popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły, ale niestety nie wyszło, bo znalazła mnie moja gosposia. No i znasz moją historię, bo chyba się domyślasz, co było potem. - powiedziałam i odstawiłam pusty już kubek po kawie.
- I ty to mówisz z takim spokojem? - rzekł niedowierzając. Wziął ode mnie tacę i postawił nieopodal, na biurku. Strzepnęłam z siebie okruszki gofra i skierowałam się do garderoby, z zamiarem ubrania się.
- Tak, bo zdałam sobie sprawę, że życie jest zbyt krótkie, abym traciła czas na patrzenie w przeszłość. Szkoda, że zajęło mi to ponad dwa miesiące, ale było warto. - odparłam i poszłam do łazienki ubrać się w wybrane ciuchy.
- Jesteś bardzo intrygująca, Hastings - powiedział Bieber, kiwając głową z aprobatą.
- Po nazwisku, to po pysku, Bieber - rzuciłam i wyszliśmy na zajęcia.
Po zajęciach z opanowania gniewu, był obiad. O dziwo, Bieber siadł ze mną, a nie sam. Chyba włączył w życie swój plan zdobycia mnie. Oj kotku, nie będzie tak łatwo. Nie byłam głodna, a szpitalne żarcie niezbyt zachęcało. Chyba kasa Justina (czy po raz pierwszy nazwałam go po imieniu?) się wyczerpała. Sądząc po jego minie, jemu też nie smakowało danie - o ile można to daniem nazwać. Postanowiliśmy udać się do pokoju. Odłożyliśmy tace na szyny przy barze i wyszliśmy, kierując się do naszej sali. Nagle piosenkarz przystanął.
- O co chodzi, coś się stało? - zapytałam go, jednocześnie rozglądając się wokół ogromnego hallu, jednak nie zobaczyłam nic podejrzanego.
- Patrz jak tu pusto - odparł, z uśmiechem na ustach. Obejrzałam się jeszcze raz i zrozumiałam, o co mu chodzi. Zawsze jest tu gwar, siedzą tutaj najbardziej chorzy psychicznie pacjenci; zawsze słychać tłukące się szklanki, hałas roztrzaskiwanych mebli, ale tym razem, było cicho jak makiem zasiał.
- Faktycz... - zaczęłam, ale jego usta nie dały mi dokończyć. Przyparł mnie do ściany i całował. Czule, namiętnie, z gracją. Totalne przeciwieństwo Kurta. Nie brzydziłam się go, odwzajemniałam pocałunek. Weź mnie teraz, skurwysynu - krzyczałam w myśli. Czemu on robi jakieś podchody? Jeśli chce się upewnić, czy tego chcę, to chyba ma niezły dowód. Po chwili oderwał się ode mnie.
- A tak a propo, ja nie ślinię sutków - wyszeptał i uśmiechnął się łobuzersko.
Przez chwilę, nie wiedziałam co powiedzieć, więc zaczęłam iść. Po kilku krokach, stanęłam i obróciłam się, przy okazji wpadając na niego. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Zobaczymy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Odrazu opadłam na łóżko. Bieber zrobił to samo, wyjął telefon i zaczął z kimś pisać. Postanowiłam tym razem pierwsza wykonać ruch, więc rzuciłam się w wir pomysłów, jak tego dokonać. Wreszcie wpadłam na niezły plan.
Odczekałam kilka dni, tak aby uśpić jego czujność. Postanowiłam zadziałać w niedzielę, podczas wyjściówek na dwór. Lekarze i odwiedzający, zabierali chorych na dwór - oczywiście pod opieką kilkunastu ochroniarzy. Wiedziałam że On nie wyjdzie, więc mogłam śmiało robić co chciałam.
Kiedy przyszedł ze śniadania, ja akurat wyszłam spod prysznica. Zobaczyłam go leżącego na łóżku, grającego w grę w komórce. W samej bieliźnie, położyłam się na łóżku i zaczęłam bawić się gumką do włosów. Kiedy spytał, czemu się nie ubiorę, powiedziałam że jest mi gorąco. W sumie, nie musiałam kłamać, jak na koniec września było bardzo upalnie. Kiwnął głową ze zrozumieniem i dalej wpatrywał się w telefon. Czyżbym go już nie podniecała? Co się stało przez te kilka dni? Niby przypadkowo, wystrzeliłam w niego gumką. Podniósł wzrok na mnie i puknął się w głowę. Pokazałam mu język i ruszyłam po moją rzecz. Kiedy byłam już koło jego łóżka, szybkim ruchem ręki, schował gumkę w pięści. Przejrzał mnie? Odłożył swojego iPhone'a na stolik nocny i wpatrywał się we mnie.
- Oddaj - krzyknęłam.
- Coś za coś - odparł niewzruszony i pokazał mi język. Splotłam ręce na piersi, a on zagryzł wargę. Jest! Jednak to działało! Zawsze tak robił, kiedy był podniecony.
- Czego chcesz? - rzuciłam i usiadłam mu kroczu. Dalej był wyluzowany. Czy on nie ma czucia? A może nie ma penisa? Podparł się na łokciach i zmierzył mnie wzrokiem.
- A co możesz mi dać? - spytał uwodzicielskim tonem.
- Duużo - oparłam równie seksownie i niby od niechcenia, oblizałam usta. Nagle, poczułam jego przyrodzenie dźgające mnie w część intymną. Zrobiło mi się ciepło, ale on wydawał się niewzruszony. Podniósł się bardziej, tak że siedziałam teraz tyłem, między jego kroczem, a jego penis gniótł mnie w tyłek. Poczułam jak odgarnia mi włosy opuszkami palców, a następnie jego język przesuwa się wzdłuż mojego kręgosłupa. Dłońmi, objął moje piersi i kciukami, masował moje sutki. Drgnęłam z podniecenia i przesunęłam ręką po jego udzie, zmierzając do krocza. Zatrzymałam się wpół drogi i obróciłam się, tak abym siedziała do niego przodem. Wpiłam się mocno w jego usta, masując mu plecy dłonią. Odwzajemnił pocałunek, a jego przyrodzenie stawało się coraz twardsze. Nagle oderwałam się od niego, wstałam i skierowałam się do łazienki. Zobaczyłam rozczarowanie na jego twarzy.
- Widzisz, tak to jest, kiedy się zostawia kogoś rozpalonego do granic możliwości? - powiedziałam.
- Rozpalam cię tak bardzo samym pocałunkiem? - Na miejsce rozczarowania, wszedł ogromny szczerz. Nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się znacząco, po czym weszłam demonstracyjnie do łazienki, kręcąc tyłkiem tak bardzo, jak się dało. Podziałało - czułam jego wzrok na sobie. A jutro, ciąg dalszy.
- Wszystko - Bieber uśmiechnął się i poprawił się na łóżku. Wzięłam łyk kawy i zaczęłam mówić, ostrzegając go jednak, aby mi nie przerywał, bo nie dokończę, a on przytaknął.
- Zanim tu trafiłam, cztery miesiące temu, byłam dosyć popularną dziewczyną. Wiesz, miałam bogatych rodziców, zawsze najlepsze ubrania; należałam do elity. Byłam także ich przywódczynią. Zawsze słynęłam z tego, iż robiłam najlepsze domówki w NYC - starzy wiecznie na jakichś delegacjach, więc miałam luzy. O fakcie, że pomimo masy "przyjaciół" - przerwałam na chwilę, robiąc niewidzialne myślniki w powietrzu, zaczerpnęłam powietrza i kontynuowałam, robiąc co chwilę przerwę na gryza gofra i łyk kawy. - byłam samotna, nikt nie wiedział. Nie miałam nikogo szczerego, kto by nie leciał na kasę. Któregoś dnia, starzy powiedzieli, że dostali awans i że jadą na kilka tygodni do Europy. Zostawili mi kasę i odlecieli. Po kilku dniach, zaczęłam się nudzić, więc zorganizowałam domówkę. Wiesz, taką prawdziwą, nowojorską. Alkohol, narkotyki, tytoń. Przyszło grubo ponad sto osób. Połowa z nich, nie wiedziała do kogo przyszła, ale liczyła się darmowa wyżera, picie i ćpanie, nie? - popatrzyłam na Biebera, który słuchał z zaciekawieniem. - No i wtedy poznałam Kurta. Z początku było miło. Wiesz, przystojny, wyluzowany, trochę podjarany, ale dalej kontaktował. Dużo rozmawialiśmy, bawiliśmy się, tańczyliśmy. Aż w końcu - sama nie wiem kiedy - zaczęliśmy się całować. Wiesz jak to jest na imprezach, w dodatku po dragach. Zaciągnęłam go do mnie do pokoju, aby mieć chwilę ciszy w tym rozgardiaszu. Chyba źle to zrozumiał, bo wsunął rękę pod moją bluzkę, a kiedy chciałam ją wyjąć, moja ręka niechcąco dotknęła jego penisa. Chciałam się wyrwać, ale ścisnął mnie do siebie i całował coraz łapczywiej. Szarpnął moją bluzką, a że nie miałam podspodem biustonosza, stałam przed nim półnaga. Wybełkotał coś o moich cyckach i zaczął je ślinić. Wtedy odpłynęłam. Chwilę potem, ocknęłam się i zaczęłam się wyrywać, ale był silniejszy. Pchnął mnie na łóżko i jedną ręką, zdjął ze mnie spódnicę wraz z majtkami. Ażeby nie tracić ani chwili, odrazu wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć, a on wsadzał mi coraz mocniej i szybciej. Ktoś usłyszał moje wrzaski i przyszedł do mojego pokoju i widząc, co się dzieje, zadzwonił po policję. No ale, okazało się, że rodzice Kurta, byli pracodawcami moich, a ten skurwiel, to ich pupilek. Nikt mi nie uwierzył, bo odkryli, że w mojej krwi znajdują się substancje odurzające. No i w dodatku Kurt, kupił sobie alibi. Jak się o tym dowiedziałam, próbowałam popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły, ale niestety nie wyszło, bo znalazła mnie moja gosposia. No i znasz moją historię, bo chyba się domyślasz, co było potem. - powiedziałam i odstawiłam pusty już kubek po kawie.
- I ty to mówisz z takim spokojem? - rzekł niedowierzając. Wziął ode mnie tacę i postawił nieopodal, na biurku. Strzepnęłam z siebie okruszki gofra i skierowałam się do garderoby, z zamiarem ubrania się.
- Tak, bo zdałam sobie sprawę, że życie jest zbyt krótkie, abym traciła czas na patrzenie w przeszłość. Szkoda, że zajęło mi to ponad dwa miesiące, ale było warto. - odparłam i poszłam do łazienki ubrać się w wybrane ciuchy.
- Jesteś bardzo intrygująca, Hastings - powiedział Bieber, kiwając głową z aprobatą.
- Po nazwisku, to po pysku, Bieber - rzuciłam i wyszliśmy na zajęcia.
Po zajęciach z opanowania gniewu, był obiad. O dziwo, Bieber siadł ze mną, a nie sam. Chyba włączył w życie swój plan zdobycia mnie. Oj kotku, nie będzie tak łatwo. Nie byłam głodna, a szpitalne żarcie niezbyt zachęcało. Chyba kasa Justina (czy po raz pierwszy nazwałam go po imieniu?) się wyczerpała. Sądząc po jego minie, jemu też nie smakowało danie - o ile można to daniem nazwać. Postanowiliśmy udać się do pokoju. Odłożyliśmy tace na szyny przy barze i wyszliśmy, kierując się do naszej sali. Nagle piosenkarz przystanął.
- O co chodzi, coś się stało? - zapytałam go, jednocześnie rozglądając się wokół ogromnego hallu, jednak nie zobaczyłam nic podejrzanego.
- Patrz jak tu pusto - odparł, z uśmiechem na ustach. Obejrzałam się jeszcze raz i zrozumiałam, o co mu chodzi. Zawsze jest tu gwar, siedzą tutaj najbardziej chorzy psychicznie pacjenci; zawsze słychać tłukące się szklanki, hałas roztrzaskiwanych mebli, ale tym razem, było cicho jak makiem zasiał.
- Faktycz... - zaczęłam, ale jego usta nie dały mi dokończyć. Przyparł mnie do ściany i całował. Czule, namiętnie, z gracją. Totalne przeciwieństwo Kurta. Nie brzydziłam się go, odwzajemniałam pocałunek. Weź mnie teraz, skurwysynu - krzyczałam w myśli. Czemu on robi jakieś podchody? Jeśli chce się upewnić, czy tego chcę, to chyba ma niezły dowód. Po chwili oderwał się ode mnie.
- A tak a propo, ja nie ślinię sutków - wyszeptał i uśmiechnął się łobuzersko.
Przez chwilę, nie wiedziałam co powiedzieć, więc zaczęłam iść. Po kilku krokach, stanęłam i obróciłam się, przy okazji wpadając na niego. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Zobaczymy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Odrazu opadłam na łóżko. Bieber zrobił to samo, wyjął telefon i zaczął z kimś pisać. Postanowiłam tym razem pierwsza wykonać ruch, więc rzuciłam się w wir pomysłów, jak tego dokonać. Wreszcie wpadłam na niezły plan.
Odczekałam kilka dni, tak aby uśpić jego czujność. Postanowiłam zadziałać w niedzielę, podczas wyjściówek na dwór. Lekarze i odwiedzający, zabierali chorych na dwór - oczywiście pod opieką kilkunastu ochroniarzy. Wiedziałam że On nie wyjdzie, więc mogłam śmiało robić co chciałam.
Kiedy przyszedł ze śniadania, ja akurat wyszłam spod prysznica. Zobaczyłam go leżącego na łóżku, grającego w grę w komórce. W samej bieliźnie, położyłam się na łóżku i zaczęłam bawić się gumką do włosów. Kiedy spytał, czemu się nie ubiorę, powiedziałam że jest mi gorąco. W sumie, nie musiałam kłamać, jak na koniec września było bardzo upalnie. Kiwnął głową ze zrozumieniem i dalej wpatrywał się w telefon. Czyżbym go już nie podniecała? Co się stało przez te kilka dni? Niby przypadkowo, wystrzeliłam w niego gumką. Podniósł wzrok na mnie i puknął się w głowę. Pokazałam mu język i ruszyłam po moją rzecz. Kiedy byłam już koło jego łóżka, szybkim ruchem ręki, schował gumkę w pięści. Przejrzał mnie? Odłożył swojego iPhone'a na stolik nocny i wpatrywał się we mnie.
- Oddaj - krzyknęłam.
- Coś za coś - odparł niewzruszony i pokazał mi język. Splotłam ręce na piersi, a on zagryzł wargę. Jest! Jednak to działało! Zawsze tak robił, kiedy był podniecony.
- Czego chcesz? - rzuciłam i usiadłam mu kroczu. Dalej był wyluzowany. Czy on nie ma czucia? A może nie ma penisa? Podparł się na łokciach i zmierzył mnie wzrokiem.
- A co możesz mi dać? - spytał uwodzicielskim tonem.
- Duużo - oparłam równie seksownie i niby od niechcenia, oblizałam usta. Nagle, poczułam jego przyrodzenie dźgające mnie w część intymną. Zrobiło mi się ciepło, ale on wydawał się niewzruszony. Podniósł się bardziej, tak że siedziałam teraz tyłem, między jego kroczem, a jego penis gniótł mnie w tyłek. Poczułam jak odgarnia mi włosy opuszkami palców, a następnie jego język przesuwa się wzdłuż mojego kręgosłupa. Dłońmi, objął moje piersi i kciukami, masował moje sutki. Drgnęłam z podniecenia i przesunęłam ręką po jego udzie, zmierzając do krocza. Zatrzymałam się wpół drogi i obróciłam się, tak abym siedziała do niego przodem. Wpiłam się mocno w jego usta, masując mu plecy dłonią. Odwzajemnił pocałunek, a jego przyrodzenie stawało się coraz twardsze. Nagle oderwałam się od niego, wstałam i skierowałam się do łazienki. Zobaczyłam rozczarowanie na jego twarzy.
- Widzisz, tak to jest, kiedy się zostawia kogoś rozpalonego do granic możliwości? - powiedziałam.
- Rozpalam cię tak bardzo samym pocałunkiem? - Na miejsce rozczarowania, wszedł ogromny szczerz. Nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się znacząco, po czym weszłam demonstracyjnie do łazienki, kręcąc tyłkiem tak bardzo, jak się dało. Podziałało - czułam jego wzrok na sobie. A jutro, ciąg dalszy.
08.02.2012 o godz. 18:31
10.02.2012, 15:09
Hangover napisał(a):
Jest naprawdę fajnie :3.
U mnie pierwszy rozdział, wbij jeśli ci się chce :D
U mnie pierwszy rozdział, wbij jeśli ci się chce :D



Są naprawde intersujace ;**