I znowu zaczynam nowe opowiadanie. Wybaczcie mi, nie przywiązujcie się. Kontynuowałabym tamto, gdyby nie format. Ale niestety, tak w życiu też bywa.
Notki o bohaterach nie ma, prologu także, soł łapcie pierwszy rozdział już jutro. : ) Who's ready?
Notki o bohaterach nie ma, prologu także, soł łapcie pierwszy rozdział już jutro. : ) Who's ready?
Tagi:
.
07.04.2012 o godz. 18:36
komentuj (1)
Na razie zawieszam bloga, bo miałam niespodziewany format kompa i niestety, moje GOTOWE rozdziały (czwarty i piąty) poszły się.... Nie wiem kiedy wrócę, kiedyś na pewno. Czekajmy na wenę, czas i siły. Trzymajcie kciuki, przydadzą się.
Tagi:
NS.
- No więc... chcesz wiedzieć wszystko, czy poznać tylko ogólną przyczynę? - zapytałam, z trudem łapiąc powietrze.
- Wszystko - Bieber uśmiechnął się i poprawił się na łóżku. Wzięłam łyk kawy i zaczęłam mówić, ostrzegając go jednak, aby mi nie przerywał, bo nie dokończę, a on przytaknął.
- Zanim tu trafiłam, cztery miesiące temu, byłam dosyć popularną dziewczyną. Wiesz, miałam bogatych rodziców, zawsze najlepsze ubrania; należałam do elity. Byłam także ich przywódczynią. Zawsze słynęłam z tego, iż robiłam najlepsze domówki w NYC - starzy wiecznie na jakichś delegacjach, więc miałam luzy. O fakcie, że pomimo masy "przyjaciół" - przerwałam na chwilę, robiąc niewidzialne myślniki w powietrzu, zaczerpnęłam powietrza i kontynuowałam, robiąc co chwilę przerwę na gryza gofra i łyk kawy. - byłam samotna, nikt nie wiedział. Nie miałam nikogo szczerego, kto by nie leciał na kasę. Któregoś dnia, starzy powiedzieli, że dostali awans i że jadą na kilka tygodni do Europy. Zostawili mi kasę i odlecieli. Po kilku dniach, zaczęłam się nudzić, więc zorganizowałam domówkę. Wiesz, taką prawdziwą, nowojorską. Alkohol, narkotyki, tytoń. Przyszło grubo ponad sto osób. Połowa z nich, nie wiedziała do kogo przyszła, ale liczyła się darmowa wyżera, picie i ćpanie, nie? - popatrzyłam na Biebera, który słuchał z zaciekawieniem. - No i wtedy poznałam Kurta. Z początku było miło. Wiesz, przystojny, wyluzowany, trochę podjarany, ale dalej kontaktował. Dużo rozmawialiśmy, bawiliśmy się, tańczyliśmy. Aż w końcu - sama nie wiem kiedy - zaczęliśmy się całować. Wiesz jak to jest na imprezach, w dodatku po dragach. Zaciągnęłam go do mnie do pokoju, aby mieć chwilę ciszy w tym rozgardiaszu. Chyba źle to zrozumiał, bo wsunął rękę pod moją bluzkę, a kiedy chciałam ją wyjąć, moja ręka niechcąco dotknęła jego penisa. Chciałam się wyrwać, ale ścisnął mnie do siebie i całował coraz łapczywiej. Szarpnął moją bluzką, a że nie miałam podspodem biustonosza, stałam przed nim półnaga. Wybełkotał coś o moich cyckach i zaczął je ślinić. Wtedy odpłynęłam. Chwilę potem, ocknęłam się i zaczęłam się wyrywać, ale był silniejszy. Pchnął mnie na łóżko i jedną ręką, zdjął ze mnie spódnicę wraz z majtkami. Ażeby nie tracić ani chwili, odrazu wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć, a on wsadzał mi coraz mocniej i szybciej. Ktoś usłyszał moje wrzaski i przyszedł do mojego pokoju i widząc, co się dzieje, zadzwonił po policję. No ale, okazało się, że rodzice Kurta, byli pracodawcami moich, a ten skurwiel, to ich pupilek. Nikt mi nie uwierzył, bo odkryli, że w mojej krwi znajdują się substancje odurzające. No i w dodatku Kurt, kupił sobie alibi. Jak się o tym dowiedziałam, próbowałam popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły, ale niestety nie wyszło, bo znalazła mnie moja gosposia. No i znasz moją historię, bo chyba się domyślasz, co było potem. - powiedziałam i odstawiłam pusty już kubek po kawie.
- I ty to mówisz z takim spokojem? - rzekł niedowierzając. Wziął ode mnie tacę i postawił nieopodal, na biurku. Strzepnęłam z siebie okruszki gofra i skierowałam się do garderoby, z zamiarem ubrania się.
- Tak, bo zdałam sobie sprawę, że życie jest zbyt krótkie, abym traciła czas na patrzenie w przeszłość. Szkoda, że zajęło mi to ponad dwa miesiące, ale było warto. - odparłam i poszłam do łazienki ubrać się w wybrane ciuchy.
- Jesteś bardzo intrygująca, Hastings - powiedział Bieber, kiwając głową z aprobatą.
- Po nazwisku, to po pysku, Bieber - rzuciłam i wyszliśmy na zajęcia.
Po zajęciach z opanowania gniewu, był obiad. O dziwo, Bieber siadł ze mną, a nie sam. Chyba włączył w życie swój plan zdobycia mnie. Oj kotku, nie będzie tak łatwo. Nie byłam głodna, a szpitalne żarcie niezbyt zachęcało. Chyba kasa Justina (czy po raz pierwszy nazwałam go po imieniu?) się wyczerpała. Sądząc po jego minie, jemu też nie smakowało danie - o ile można to daniem nazwać. Postanowiliśmy udać się do pokoju. Odłożyliśmy tace na szyny przy barze i wyszliśmy, kierując się do naszej sali. Nagle piosenkarz przystanął.
- O co chodzi, coś się stało? - zapytałam go, jednocześnie rozglądając się wokół ogromnego hallu, jednak nie zobaczyłam nic podejrzanego.
- Patrz jak tu pusto - odparł, z uśmiechem na ustach. Obejrzałam się jeszcze raz i zrozumiałam, o co mu chodzi. Zawsze jest tu gwar, siedzą tutaj najbardziej chorzy psychicznie pacjenci; zawsze słychać tłukące się szklanki, hałas roztrzaskiwanych mebli, ale tym razem, było cicho jak makiem zasiał.
- Faktycz... - zaczęłam, ale jego usta nie dały mi dokończyć. Przyparł mnie do ściany i całował. Czule, namiętnie, z gracją. Totalne przeciwieństwo Kurta. Nie brzydziłam się go, odwzajemniałam pocałunek. Weź mnie teraz, skurwysynu - krzyczałam w myśli. Czemu on robi jakieś podchody? Jeśli chce się upewnić, czy tego chcę, to chyba ma niezły dowód. Po chwili oderwał się ode mnie.
- A tak a propo, ja nie ślinię sutków - wyszeptał i uśmiechnął się łobuzersko.
Przez chwilę, nie wiedziałam co powiedzieć, więc zaczęłam iść. Po kilku krokach, stanęłam i obróciłam się, przy okazji wpadając na niego. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Zobaczymy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Odrazu opadłam na łóżko. Bieber zrobił to samo, wyjął telefon i zaczął z kimś pisać. Postanowiłam tym razem pierwsza wykonać ruch, więc rzuciłam się w wir pomysłów, jak tego dokonać. Wreszcie wpadłam na niezły plan.
Odczekałam kilka dni, tak aby uśpić jego czujność. Postanowiłam zadziałać w niedzielę, podczas wyjściówek na dwór. Lekarze i odwiedzający, zabierali chorych na dwór - oczywiście pod opieką kilkunastu ochroniarzy. Wiedziałam że On nie wyjdzie, więc mogłam śmiało robić co chciałam.
Kiedy przyszedł ze śniadania, ja akurat wyszłam spod prysznica. Zobaczyłam go leżącego na łóżku, grającego w grę w komórce. W samej bieliźnie, położyłam się na łóżku i zaczęłam bawić się gumką do włosów. Kiedy spytał, czemu się nie ubiorę, powiedziałam że jest mi gorąco. W sumie, nie musiałam kłamać, jak na koniec września było bardzo upalnie. Kiwnął głową ze zrozumieniem i dalej wpatrywał się w telefon. Czyżbym go już nie podniecała? Co się stało przez te kilka dni? Niby przypadkowo, wystrzeliłam w niego gumką. Podniósł wzrok na mnie i puknął się w głowę. Pokazałam mu język i ruszyłam po moją rzecz. Kiedy byłam już koło jego łóżka, szybkim ruchem ręki, schował gumkę w pięści. Przejrzał mnie? Odłożył swojego iPhone'a na stolik nocny i wpatrywał się we mnie.
- Oddaj - krzyknęłam.
- Coś za coś - odparł niewzruszony i pokazał mi język. Splotłam ręce na piersi, a on zagryzł wargę. Jest! Jednak to działało! Zawsze tak robił, kiedy był podniecony.
- Czego chcesz? - rzuciłam i usiadłam mu kroczu. Dalej był wyluzowany. Czy on nie ma czucia? A może nie ma penisa? Podparł się na łokciach i zmierzył mnie wzrokiem.
- A co możesz mi dać? - spytał uwodzicielskim tonem.
- Duużo - oparłam równie seksownie i niby od niechcenia, oblizałam usta. Nagle, poczułam jego przyrodzenie dźgające mnie w część intymną. Zrobiło mi się ciepło, ale on wydawał się niewzruszony. Podniósł się bardziej, tak że siedziałam teraz tyłem, między jego kroczem, a jego penis gniótł mnie w tyłek. Poczułam jak odgarnia mi włosy opuszkami palców, a następnie jego język przesuwa się wzdłuż mojego kręgosłupa. Dłońmi, objął moje piersi i kciukami, masował moje sutki. Drgnęłam z podniecenia i przesunęłam ręką po jego udzie, zmierzając do krocza. Zatrzymałam się wpół drogi i obróciłam się, tak abym siedziała do niego przodem. Wpiłam się mocno w jego usta, masując mu plecy dłonią. Odwzajemnił pocałunek, a jego przyrodzenie stawało się coraz twardsze. Nagle oderwałam się od niego, wstałam i skierowałam się do łazienki. Zobaczyłam rozczarowanie na jego twarzy.
- Widzisz, tak to jest, kiedy się zostawia kogoś rozpalonego do granic możliwości? - powiedziałam.
- Rozpalam cię tak bardzo samym pocałunkiem? - Na miejsce rozczarowania, wszedł ogromny szczerz. Nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się znacząco, po czym weszłam demonstracyjnie do łazienki, kręcąc tyłkiem tak bardzo, jak się dało. Podziałało - czułam jego wzrok na sobie. A jutro, ciąg dalszy.
- Wszystko - Bieber uśmiechnął się i poprawił się na łóżku. Wzięłam łyk kawy i zaczęłam mówić, ostrzegając go jednak, aby mi nie przerywał, bo nie dokończę, a on przytaknął.
- Zanim tu trafiłam, cztery miesiące temu, byłam dosyć popularną dziewczyną. Wiesz, miałam bogatych rodziców, zawsze najlepsze ubrania; należałam do elity. Byłam także ich przywódczynią. Zawsze słynęłam z tego, iż robiłam najlepsze domówki w NYC - starzy wiecznie na jakichś delegacjach, więc miałam luzy. O fakcie, że pomimo masy "przyjaciół" - przerwałam na chwilę, robiąc niewidzialne myślniki w powietrzu, zaczerpnęłam powietrza i kontynuowałam, robiąc co chwilę przerwę na gryza gofra i łyk kawy. - byłam samotna, nikt nie wiedział. Nie miałam nikogo szczerego, kto by nie leciał na kasę. Któregoś dnia, starzy powiedzieli, że dostali awans i że jadą na kilka tygodni do Europy. Zostawili mi kasę i odlecieli. Po kilku dniach, zaczęłam się nudzić, więc zorganizowałam domówkę. Wiesz, taką prawdziwą, nowojorską. Alkohol, narkotyki, tytoń. Przyszło grubo ponad sto osób. Połowa z nich, nie wiedziała do kogo przyszła, ale liczyła się darmowa wyżera, picie i ćpanie, nie? - popatrzyłam na Biebera, który słuchał z zaciekawieniem. - No i wtedy poznałam Kurta. Z początku było miło. Wiesz, przystojny, wyluzowany, trochę podjarany, ale dalej kontaktował. Dużo rozmawialiśmy, bawiliśmy się, tańczyliśmy. Aż w końcu - sama nie wiem kiedy - zaczęliśmy się całować. Wiesz jak to jest na imprezach, w dodatku po dragach. Zaciągnęłam go do mnie do pokoju, aby mieć chwilę ciszy w tym rozgardiaszu. Chyba źle to zrozumiał, bo wsunął rękę pod moją bluzkę, a kiedy chciałam ją wyjąć, moja ręka niechcąco dotknęła jego penisa. Chciałam się wyrwać, ale ścisnął mnie do siebie i całował coraz łapczywiej. Szarpnął moją bluzką, a że nie miałam podspodem biustonosza, stałam przed nim półnaga. Wybełkotał coś o moich cyckach i zaczął je ślinić. Wtedy odpłynęłam. Chwilę potem, ocknęłam się i zaczęłam się wyrywać, ale był silniejszy. Pchnął mnie na łóżko i jedną ręką, zdjął ze mnie spódnicę wraz z majtkami. Ażeby nie tracić ani chwili, odrazu wszedł we mnie. Zaczęłam krzyczeć, a on wsadzał mi coraz mocniej i szybciej. Ktoś usłyszał moje wrzaski i przyszedł do mojego pokoju i widząc, co się dzieje, zadzwonił po policję. No ale, okazało się, że rodzice Kurta, byli pracodawcami moich, a ten skurwiel, to ich pupilek. Nikt mi nie uwierzył, bo odkryli, że w mojej krwi znajdują się substancje odurzające. No i w dodatku Kurt, kupił sobie alibi. Jak się o tym dowiedziałam, próbowałam popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły, ale niestety nie wyszło, bo znalazła mnie moja gosposia. No i znasz moją historię, bo chyba się domyślasz, co było potem. - powiedziałam i odstawiłam pusty już kubek po kawie.
- I ty to mówisz z takim spokojem? - rzekł niedowierzając. Wziął ode mnie tacę i postawił nieopodal, na biurku. Strzepnęłam z siebie okruszki gofra i skierowałam się do garderoby, z zamiarem ubrania się.
- Tak, bo zdałam sobie sprawę, że życie jest zbyt krótkie, abym traciła czas na patrzenie w przeszłość. Szkoda, że zajęło mi to ponad dwa miesiące, ale było warto. - odparłam i poszłam do łazienki ubrać się w wybrane ciuchy.
- Jesteś bardzo intrygująca, Hastings - powiedział Bieber, kiwając głową z aprobatą.
- Po nazwisku, to po pysku, Bieber - rzuciłam i wyszliśmy na zajęcia.
Po zajęciach z opanowania gniewu, był obiad. O dziwo, Bieber siadł ze mną, a nie sam. Chyba włączył w życie swój plan zdobycia mnie. Oj kotku, nie będzie tak łatwo. Nie byłam głodna, a szpitalne żarcie niezbyt zachęcało. Chyba kasa Justina (czy po raz pierwszy nazwałam go po imieniu?) się wyczerpała. Sądząc po jego minie, jemu też nie smakowało danie - o ile można to daniem nazwać. Postanowiliśmy udać się do pokoju. Odłożyliśmy tace na szyny przy barze i wyszliśmy, kierując się do naszej sali. Nagle piosenkarz przystanął.
- O co chodzi, coś się stało? - zapytałam go, jednocześnie rozglądając się wokół ogromnego hallu, jednak nie zobaczyłam nic podejrzanego.
- Patrz jak tu pusto - odparł, z uśmiechem na ustach. Obejrzałam się jeszcze raz i zrozumiałam, o co mu chodzi. Zawsze jest tu gwar, siedzą tutaj najbardziej chorzy psychicznie pacjenci; zawsze słychać tłukące się szklanki, hałas roztrzaskiwanych mebli, ale tym razem, było cicho jak makiem zasiał.
- Faktycz... - zaczęłam, ale jego usta nie dały mi dokończyć. Przyparł mnie do ściany i całował. Czule, namiętnie, z gracją. Totalne przeciwieństwo Kurta. Nie brzydziłam się go, odwzajemniałam pocałunek. Weź mnie teraz, skurwysynu - krzyczałam w myśli. Czemu on robi jakieś podchody? Jeśli chce się upewnić, czy tego chcę, to chyba ma niezły dowód. Po chwili oderwał się ode mnie.
- A tak a propo, ja nie ślinię sutków - wyszeptał i uśmiechnął się łobuzersko.
Przez chwilę, nie wiedziałam co powiedzieć, więc zaczęłam iść. Po kilku krokach, stanęłam i obróciłam się, przy okazji wpadając na niego. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Zobaczymy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Odrazu opadłam na łóżko. Bieber zrobił to samo, wyjął telefon i zaczął z kimś pisać. Postanowiłam tym razem pierwsza wykonać ruch, więc rzuciłam się w wir pomysłów, jak tego dokonać. Wreszcie wpadłam na niezły plan.
Odczekałam kilka dni, tak aby uśpić jego czujność. Postanowiłam zadziałać w niedzielę, podczas wyjściówek na dwór. Lekarze i odwiedzający, zabierali chorych na dwór - oczywiście pod opieką kilkunastu ochroniarzy. Wiedziałam że On nie wyjdzie, więc mogłam śmiało robić co chciałam.
Kiedy przyszedł ze śniadania, ja akurat wyszłam spod prysznica. Zobaczyłam go leżącego na łóżku, grającego w grę w komórce. W samej bieliźnie, położyłam się na łóżku i zaczęłam bawić się gumką do włosów. Kiedy spytał, czemu się nie ubiorę, powiedziałam że jest mi gorąco. W sumie, nie musiałam kłamać, jak na koniec września było bardzo upalnie. Kiwnął głową ze zrozumieniem i dalej wpatrywał się w telefon. Czyżbym go już nie podniecała? Co się stało przez te kilka dni? Niby przypadkowo, wystrzeliłam w niego gumką. Podniósł wzrok na mnie i puknął się w głowę. Pokazałam mu język i ruszyłam po moją rzecz. Kiedy byłam już koło jego łóżka, szybkim ruchem ręki, schował gumkę w pięści. Przejrzał mnie? Odłożył swojego iPhone'a na stolik nocny i wpatrywał się we mnie.
- Oddaj - krzyknęłam.
- Coś za coś - odparł niewzruszony i pokazał mi język. Splotłam ręce na piersi, a on zagryzł wargę. Jest! Jednak to działało! Zawsze tak robił, kiedy był podniecony.
- Czego chcesz? - rzuciłam i usiadłam mu kroczu. Dalej był wyluzowany. Czy on nie ma czucia? A może nie ma penisa? Podparł się na łokciach i zmierzył mnie wzrokiem.
- A co możesz mi dać? - spytał uwodzicielskim tonem.
- Duużo - oparłam równie seksownie i niby od niechcenia, oblizałam usta. Nagle, poczułam jego przyrodzenie dźgające mnie w część intymną. Zrobiło mi się ciepło, ale on wydawał się niewzruszony. Podniósł się bardziej, tak że siedziałam teraz tyłem, między jego kroczem, a jego penis gniótł mnie w tyłek. Poczułam jak odgarnia mi włosy opuszkami palców, a następnie jego język przesuwa się wzdłuż mojego kręgosłupa. Dłońmi, objął moje piersi i kciukami, masował moje sutki. Drgnęłam z podniecenia i przesunęłam ręką po jego udzie, zmierzając do krocza. Zatrzymałam się wpół drogi i obróciłam się, tak abym siedziała do niego przodem. Wpiłam się mocno w jego usta, masując mu plecy dłonią. Odwzajemnił pocałunek, a jego przyrodzenie stawało się coraz twardsze. Nagle oderwałam się od niego, wstałam i skierowałam się do łazienki. Zobaczyłam rozczarowanie na jego twarzy.
- Widzisz, tak to jest, kiedy się zostawia kogoś rozpalonego do granic możliwości? - powiedziałam.
- Rozpalam cię tak bardzo samym pocałunkiem? - Na miejsce rozczarowania, wszedł ogromny szczerz. Nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się znacząco, po czym weszłam demonstracyjnie do łazienki, kręcąc tyłkiem tak bardzo, jak się dało. Podziałało - czułam jego wzrok na sobie. A jutro, ciąg dalszy.
Kurczę, czuję na sobie jego wzrok; może wie, że o nim piszę?
- Co tam tak piszesz? Mam nadzieję, że to nie jakiś list do milionów osób, że mieszkasz z Justinem Bieberem, co? - zapytał i prychnął. Dziwny jest. Ale to ta sława zmienia ludzi.
- Nie - odparłam oschle, dalej relacjonując to w dzienniku. Pewnie myśli sobie, że jestem kolejną faneczką, która ukradnie mu majtki, a potem sprzeda na e-Bay'u. Nie ma szans, nie jestem taka. Gwiazdy to też ludzie. Znowu się nie odzywał; przękręciłam się na lewy bok i zobaczyłam, że znowu mi się przygląda.
- Co? Jakiś problem? - syknęłam.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie. Co tam tak piszesz? - Skurczybyk nie dawał za wygraną.
- Pamiętnik. Zadowolony? - rzuciłam, udając obojętność. Tak naprawdę, nie wiem czemu, serce biło mi jak szalone. Dziewczyno, uspokój się. On za to, wydawał się zrelaksowany, cudownie uśmiechnięty, od ucha do ucha. Wydawał się normalny... Jako jedyny tu, oprócz mnie.
- Owszem. I... mam nadzieję, że opisujesz mnie tam - zmierzył mój pamiętnik wzrokiem - jako zajebiście przystojnego chłopaka, na którego masz ochotę się rzucić. - uśmiechnął się szerzej - Oczywiście, nie mam nic przeciwko. - zatkało mnie, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać.
- Dokładnie tak cię opisałam, ale teraz muszę dopisać jeszcze jedno. - oblizałam usta zachęcająco.
- Taak? Co? Nie podawałem ci rozmiarów swojego... przyjaciela - Miałam ochotę wstać i przywalić mu prosto w ryj, ale stojąc blisko, raczej rzuciłabym się na niego, a tego nie chciałam. No, przynajmniej nie tu. Muszę przyznać, jest baaardzo pociągający i seksowny. Nawet w szpitalnej piżamie.
- Arogancki dupek - wyszczerzyłam swoje zęby w uśmiechu i odwróciłam się do niego tyłem. W tym samym czasie, poczułam jego spojrzenie na moim tyłku. - I nie gap się - dodałam.
Niedługo potem, usłyszałam jak śpiewa, ale zignorowałam to. Czas na kolacje i o dziwo, on też się na nią wybiera.
Tym razem, na stołówce nie działo się nic ciekawego. Następnie, udałam się pod prysznic i położyłam się do łóżka. Biebera nie ma. Odkąd wyszedł ze stołówki po zjedzeniu kolacji, nie widziałam go. Może siedzi w sali telewizyjnej. I nie wziął nawet swojego iPhona. Dziwne. Cóż za intrygujący człowiek. Okej, chyba wykrakałam, bo właśnie przyszedł. Czy on ciągle musi być taki roześmiany? Chyba serio jest jakimś wariatem.
- Opowiedz mi o sobie, intrygująca pisarko - szepnął mi do ucha. Nawet nie wiedziałam kiedy schylił się ku mnie. Mam nadzieję, że nie przeczytał co pisałam.
- I kto to mówi. - rzuciłam i podniosłam się. - Caroline jestem, miło mi.
Chyba go zaskoczyłam, bo podniósł jedną brew i patrzył na mnie.
- Przecież wiem jak masz na imię. - zamyślił się na chwilę, a potem dodał - No chyba, że cię z kimś pomyliłem...
- Chciałeś coś o mnie wiedzieć, więc ci powiedziałam. - wyszczerzyłam się, a on opadł na łóżko.
- Coś więcej. Czemu tu trafiłaś i tak dalej. - mówił patrząc w sufit.
- Po co ci to do szczęścia? - wspomnienie powinno zakłuć mnie w serce, ale tak się nie stało. - Kiedyś się dowiesz. - dodałam po chwili i poszłam wziąć prysznic. Zamknęłam drzwi na zasuwkę, aby Bieber tu nie wszedł podczas kąpieli. To są właśnie wady dzielenia łazienki z chłopakiem. A w dodatku zboczonym i aroganckim.
Po kilkunastu minutach, usłyszałam pukanie do drzwi. Z początku olałam to, ale stukanie przeobraziło się w walenie.
- Czego chcesz? Kąpie się! - wrzasnęłam wkurzona. Jednak nie mam wątpliwości co do jego stanu psychicznego.
- Muszę skorzystać z sedesu. Szybko, bo się zleję! - Słysząc, że nie dalej nie wychodzę spod prysznica, krzyknął - Bo przeczytam Twój pamiętnik, który właśnie mam w ręku.
Wybiegłam spod natrysku, owinęłam się ręcznikiem i otworzyłam drzwi. Wszedł do łazienki i ruchem dłoni rozkazał, abym wyszła. Chwyciłam go za bluzkę i wydusiłam:
- Nie waż się tknąć mojego pamiętnika, bo twój kochany iPhone poczuje smrodek muszli klozetowej. Zrozumiano? - zmierzyłam go wzrokiem, a on przytaknął. Puściłam jego koszulę i wyszłam. Chwilę później, usłyszałam szum spuszczanej wody. Weszłam ponownie do toalety, każąc mu wyjść. Nagle poczułam jego dłonie na biodrze. Fala gorąca zalała moje ciało, okryte jedynie ręcznikiem. Okręcił mną i przydusił mnie do siebie. Przez chwilę, patrzyliśmy sobie w oczy, jednak on szybko skierował swój wzrok na usta, a potem na piersi, poczym zagryzł wargę. To sprawiło, że zalała mnie kolejna fala gorąca. Mam nadzieję, że tego nie wyczuł, bo miałam wrażenie, że ciepło ode mnie buchające, czuć aż na dworze.
- Zobaczysz, będziesz moja - usłyszałam jego szept, po czym odszedł kilka kroków, puścił mi oczko i ostatni raz patrząc na mnie, skierował się do pokoju.
Stałam tam zdezorientowana, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czy ja też go podniecałam? Może przeczytał mój pamiętnik. Nie, to niemożliwe. I co miał na myśli, kiedy mówił, że będę jego? Czy widział, że tak bardzo mnie podniecał? Zadawałam sobie tyle pytań, że rozbolała mnie głowa. Postanowiłam nie kończyć przerwanego prysznica, więc ubrałam bieliznę i wyszłam z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu, Bieber już spał. Postanowiłam pójść w jego ślady i chwilę później odpływałam już w głęboki sen.
Tak bardzo tęskniłam za kawą, że aż o niej śniłam. Nie piłam jej aż cztery miesiące, a zapach w śnie był tak bardzo wyczuwalny, że aż mnie zbudził. Otworzyłam oczy, ale musiałam chwilę poczekać aby cokolwiek zobaczyć, bo promienie słońca tak bardzo raziły, że aż bolały gałki oczne. Kiedy w końcu przyzwyczaiłam się do nadmiernego światła, zobaczyłam, iż aromat kawy nie był snem. Przede mną stała duża taca, na której znajdowały się gofry z bitą śmietaną i owocami, jajecznica na grzance oraz ogromny kubek parzonej kawy. Po zapachu wyczułam arabicę. Moją ulubioną. Uszczypnęłam się w ramię, aby sprawdzić, czy dalej śnię. Nie śniłam.
- Nie, to nie sen. I dzień dobry, słoneczko - usłyszałam głos obok mnie. Czy ten dzień może być lepszy?
- Skąd to jest? - zapytałam niepewnie, próbując nie dać po sobie poznać podniecenia.
- Ze stołówki. Zaspałaś na śniadanie, a nie mogłem pozwolić, aby moje słoneczko chodziło głodne aż do obiadu. - Bieber wyszczerzył się w uśmiechu i dodał - Będzie ci smakować? Musiałem zgadywać co lubisz. No i mam nadzieję, że będzie wyszła mi jajecznica na grzance, bo nie jestem ekspertem od takich wymysłów.
- Co? Sam to zrobiłeś? Skąd to wziąłeś? I skąd, do cholery, kuchnia ma arabicę? I czemu mnie nie zbudziłeś na śniadanie?! - gadałam jak najęta, a gdy skończyłam, parsknął śmiechem.
- Ma się te znajomości. Ale teraz jedz, a nie gadasz, bo ci kawa wystygnie - mówiąc to, usiadł na łóżku, kładąc moje nogi na swoje.
- Dziękuję, w każdym razie. - powiedziałam i zaczęłam jeść.
- A powiesz mi, czemu tu jesteś? Wydajesz się być normalna. - Czy on naprawdę nigdy nie odpuszcza?
- Być może pozory mylą? - uśmiechnęłam się łobuzersko i wgryzłam się w grzankę.
- Nie powiesz mi? Zrobiłem ci śniadanie - odparł i udawał nadąsanego.
Nie mogłam patrzeć na ten widok, wolałam go uśmiechniętego. Powiem mu, co mi szkodzi, prawda?
Nie jest to jakąś tajemnicą, że zostałam zgwałcona. Jestem gotowa opowiedzieć to komuś, oprócz lekarzy. Dam radę. Kiwnęłam głową, a on ukazał garnitur swoich idealnych, białych zębów.
- Co tam tak piszesz? Mam nadzieję, że to nie jakiś list do milionów osób, że mieszkasz z Justinem Bieberem, co? - zapytał i prychnął. Dziwny jest. Ale to ta sława zmienia ludzi.
- Nie - odparłam oschle, dalej relacjonując to w dzienniku. Pewnie myśli sobie, że jestem kolejną faneczką, która ukradnie mu majtki, a potem sprzeda na e-Bay'u. Nie ma szans, nie jestem taka. Gwiazdy to też ludzie. Znowu się nie odzywał; przękręciłam się na lewy bok i zobaczyłam, że znowu mi się przygląda.
- Co? Jakiś problem? - syknęłam.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie. Co tam tak piszesz? - Skurczybyk nie dawał za wygraną.
- Pamiętnik. Zadowolony? - rzuciłam, udając obojętność. Tak naprawdę, nie wiem czemu, serce biło mi jak szalone. Dziewczyno, uspokój się. On za to, wydawał się zrelaksowany, cudownie uśmiechnięty, od ucha do ucha. Wydawał się normalny... Jako jedyny tu, oprócz mnie.
- Owszem. I... mam nadzieję, że opisujesz mnie tam - zmierzył mój pamiętnik wzrokiem - jako zajebiście przystojnego chłopaka, na którego masz ochotę się rzucić. - uśmiechnął się szerzej - Oczywiście, nie mam nic przeciwko. - zatkało mnie, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać.
- Dokładnie tak cię opisałam, ale teraz muszę dopisać jeszcze jedno. - oblizałam usta zachęcająco.
- Taak? Co? Nie podawałem ci rozmiarów swojego... przyjaciela - Miałam ochotę wstać i przywalić mu prosto w ryj, ale stojąc blisko, raczej rzuciłabym się na niego, a tego nie chciałam. No, przynajmniej nie tu. Muszę przyznać, jest baaardzo pociągający i seksowny. Nawet w szpitalnej piżamie.
- Arogancki dupek - wyszczerzyłam swoje zęby w uśmiechu i odwróciłam się do niego tyłem. W tym samym czasie, poczułam jego spojrzenie na moim tyłku. - I nie gap się - dodałam.
Niedługo potem, usłyszałam jak śpiewa, ale zignorowałam to. Czas na kolacje i o dziwo, on też się na nią wybiera.
Tym razem, na stołówce nie działo się nic ciekawego. Następnie, udałam się pod prysznic i położyłam się do łóżka. Biebera nie ma. Odkąd wyszedł ze stołówki po zjedzeniu kolacji, nie widziałam go. Może siedzi w sali telewizyjnej. I nie wziął nawet swojego iPhona. Dziwne. Cóż za intrygujący człowiek. Okej, chyba wykrakałam, bo właśnie przyszedł. Czy on ciągle musi być taki roześmiany? Chyba serio jest jakimś wariatem.
- Opowiedz mi o sobie, intrygująca pisarko - szepnął mi do ucha. Nawet nie wiedziałam kiedy schylił się ku mnie. Mam nadzieję, że nie przeczytał co pisałam.
- I kto to mówi. - rzuciłam i podniosłam się. - Caroline jestem, miło mi.
Chyba go zaskoczyłam, bo podniósł jedną brew i patrzył na mnie.
- Przecież wiem jak masz na imię. - zamyślił się na chwilę, a potem dodał - No chyba, że cię z kimś pomyliłem...
- Chciałeś coś o mnie wiedzieć, więc ci powiedziałam. - wyszczerzyłam się, a on opadł na łóżko.
- Coś więcej. Czemu tu trafiłaś i tak dalej. - mówił patrząc w sufit.
- Po co ci to do szczęścia? - wspomnienie powinno zakłuć mnie w serce, ale tak się nie stało. - Kiedyś się dowiesz. - dodałam po chwili i poszłam wziąć prysznic. Zamknęłam drzwi na zasuwkę, aby Bieber tu nie wszedł podczas kąpieli. To są właśnie wady dzielenia łazienki z chłopakiem. A w dodatku zboczonym i aroganckim.
Po kilkunastu minutach, usłyszałam pukanie do drzwi. Z początku olałam to, ale stukanie przeobraziło się w walenie.
- Czego chcesz? Kąpie się! - wrzasnęłam wkurzona. Jednak nie mam wątpliwości co do jego stanu psychicznego.
- Muszę skorzystać z sedesu. Szybko, bo się zleję! - Słysząc, że nie dalej nie wychodzę spod prysznica, krzyknął - Bo przeczytam Twój pamiętnik, który właśnie mam w ręku.
Wybiegłam spod natrysku, owinęłam się ręcznikiem i otworzyłam drzwi. Wszedł do łazienki i ruchem dłoni rozkazał, abym wyszła. Chwyciłam go za bluzkę i wydusiłam:
- Nie waż się tknąć mojego pamiętnika, bo twój kochany iPhone poczuje smrodek muszli klozetowej. Zrozumiano? - zmierzyłam go wzrokiem, a on przytaknął. Puściłam jego koszulę i wyszłam. Chwilę później, usłyszałam szum spuszczanej wody. Weszłam ponownie do toalety, każąc mu wyjść. Nagle poczułam jego dłonie na biodrze. Fala gorąca zalała moje ciało, okryte jedynie ręcznikiem. Okręcił mną i przydusił mnie do siebie. Przez chwilę, patrzyliśmy sobie w oczy, jednak on szybko skierował swój wzrok na usta, a potem na piersi, poczym zagryzł wargę. To sprawiło, że zalała mnie kolejna fala gorąca. Mam nadzieję, że tego nie wyczuł, bo miałam wrażenie, że ciepło ode mnie buchające, czuć aż na dworze.
- Zobaczysz, będziesz moja - usłyszałam jego szept, po czym odszedł kilka kroków, puścił mi oczko i ostatni raz patrząc na mnie, skierował się do pokoju.
Stałam tam zdezorientowana, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Czy ja też go podniecałam? Może przeczytał mój pamiętnik. Nie, to niemożliwe. I co miał na myśli, kiedy mówił, że będę jego? Czy widział, że tak bardzo mnie podniecał? Zadawałam sobie tyle pytań, że rozbolała mnie głowa. Postanowiłam nie kończyć przerwanego prysznica, więc ubrałam bieliznę i wyszłam z łazienki. Ku mojemu zdziwieniu, Bieber już spał. Postanowiłam pójść w jego ślady i chwilę później odpływałam już w głęboki sen.
Tak bardzo tęskniłam za kawą, że aż o niej śniłam. Nie piłam jej aż cztery miesiące, a zapach w śnie był tak bardzo wyczuwalny, że aż mnie zbudził. Otworzyłam oczy, ale musiałam chwilę poczekać aby cokolwiek zobaczyć, bo promienie słońca tak bardzo raziły, że aż bolały gałki oczne. Kiedy w końcu przyzwyczaiłam się do nadmiernego światła, zobaczyłam, iż aromat kawy nie był snem. Przede mną stała duża taca, na której znajdowały się gofry z bitą śmietaną i owocami, jajecznica na grzance oraz ogromny kubek parzonej kawy. Po zapachu wyczułam arabicę. Moją ulubioną. Uszczypnęłam się w ramię, aby sprawdzić, czy dalej śnię. Nie śniłam.
- Nie, to nie sen. I dzień dobry, słoneczko - usłyszałam głos obok mnie. Czy ten dzień może być lepszy?
- Skąd to jest? - zapytałam niepewnie, próbując nie dać po sobie poznać podniecenia.
- Ze stołówki. Zaspałaś na śniadanie, a nie mogłem pozwolić, aby moje słoneczko chodziło głodne aż do obiadu. - Bieber wyszczerzył się w uśmiechu i dodał - Będzie ci smakować? Musiałem zgadywać co lubisz. No i mam nadzieję, że będzie wyszła mi jajecznica na grzance, bo nie jestem ekspertem od takich wymysłów.
- Co? Sam to zrobiłeś? Skąd to wziąłeś? I skąd, do cholery, kuchnia ma arabicę? I czemu mnie nie zbudziłeś na śniadanie?! - gadałam jak najęta, a gdy skończyłam, parsknął śmiechem.
- Ma się te znajomości. Ale teraz jedz, a nie gadasz, bo ci kawa wystygnie - mówiąc to, usiadł na łóżku, kładąc moje nogi na swoje.
- Dziękuję, w każdym razie. - powiedziałam i zaczęłam jeść.
- A powiesz mi, czemu tu jesteś? Wydajesz się być normalna. - Czy on naprawdę nigdy nie odpuszcza?
- Być może pozory mylą? - uśmiechnęłam się łobuzersko i wgryzłam się w grzankę.
- Nie powiesz mi? Zrobiłem ci śniadanie - odparł i udawał nadąsanego.
Nie mogłam patrzeć na ten widok, wolałam go uśmiechniętego. Powiem mu, co mi szkodzi, prawda?
Nie jest to jakąś tajemnicą, że zostałam zgwałcona. Jestem gotowa opowiedzieć to komuś, oprócz lekarzy. Dam radę. Kiwnęłam głową, a on ukazał garnitur swoich idealnych, białych zębów.
Dwudziesty drugi września, godzina szósta trzydzieści dwie.
Właśnie się obudziłam, za dwadzieścia minut mamy śniadanie. Znowu dadzą jakąś ohydną papkę, którą nazywają owsianką, mimo, że wygląda jak biegunka. Nienawidzę tego miejsca, ale wytrzymam, jeszcze tylko niecały miesiąc i stąd wyjdę. Postaram się być grzeczną dziewczynką, może wypuszczą mnie wcześniej. Wczoraj zgłosiłam się na dodatkowe mycie naczyń i zarobiłam pięć punktów - to takie "bonusy". Ponoć laska, która była totalną świruską, zebrała ponad tysiąc punktów i wypuścili ją aż trzy miesiące wcześniej. Zazdroszczę jej. Dziś popołudniu, mają przywieźć nowego pacjenta. Będzie mieszkał u mnie w pokoju przez jakiś czas, póki nie zwolni się jakieś miejsce na oddziele męskim. Dziunie spod dwunastki gadały, że to jakaś gwiazdka która nie wytrzymała presji sławy i prawie ze sobą skończyła. No to po co się tam pchał? Nie ogarniam ludzi. Wołają na śniadanie, do później.
Ten sam dzień, godzina ósma dwanaście.
Podczas śniadania, coś odwaliło Katherine Woods; złapała nóż do masła i próbowała podciąć sobie żyły. Niestety dla niej, zrobiła to na sali pełnej lekarzy, opiekunów i wolontariuszów, więc nastąpiła bardzo szybka akcja i pięć minut później, roześmiana od ucha do ucha Woods już chrupała swojego tosta, z ręką zawiniętą w bandaże uciskowe. Rozumiecie?! Tosta! Z dżemem! Chyba rodzice tego sławnego bachora sypnęli kasą, bo kuchnię stać na chleb! Niesamowite. Kiedy zostałam przyjęta do szpitala, moi też wyłożyli na stół trochę pieniędzy, tak aby lekarze mieli czym ryje zapchać i podobno wtedy przez tydzień w stołówce podawano makarony, mięso - niby teraz też je dawali, ale wtedy wyglądało jak mięso, a nie jak odpad - a nawet kupiono słodycze, ale czy to prawda, tego wam nie powiem, bo długo dochodziłam do siebie po gwałcie. Dziwicie się dlaczego tak swobodnie o tym teraz piszę? Sama nie wiem. Może to czas leczy rany, a może nastąpiła kolejna faza w moim życiu, zwana akceptacją. Jest mi teraz dobrze i tylko to się liczy. Po śniadaniu Pani Letitia, która była jedyną przyjazną osobą w tym burdelu, wezwała mnie do siebie. Okazało się, że awansowałam na kolejny poziom i odzyskałam swoją MP3. Szkoda że nie ufają mi tak bardzo, żeby oddać mi iPhona, ale chyba mają rację. Nie traciłabym czasu grając w Simsy, a wysłałabym milion esemesów w poszukiwaniu kogoś, kto pomógłby mi stąd uciec. Włączyłam empetrójkę i wsłuchałam się w słowa piosenki. Tak dawno słyszałam jakąkolwiek muzykę, że aż nie rozpoznawałam wykonawcy. Czy te cztery miesiące aż tak źle na mnie wpłynęły? Popatrzyłam na wyświetlacz, który głosił "Justin Bieber - Down to earth". Wsłuchałam się mocniej. Tak, poznawałam tę melodię, tekst. Moja ulubiona piosenka. Za chwilę słowa same zaczęły płynąć z moich ust. Po chwili poczułam łzę spływającą po policzku, szybko ją starłam i ściągnęłam słuchawki z uszu. Muszę jak najszybciej stąd wyjść. Tęsknie za światem, za sklepami, za przyjaciółmi. Tfu, nie mam ich. Nie odwiedzili mnie ani razu odkąd tu wylądowałam. Kiedy miałam pieniądze, byłam popularna, garnęli się do mnie niczym pszczoły do miodu. Przyjaźnić się ze mną to był szczyt luksusu. A teraz, kiedy utknęłam w psychiatryku wszyscy mają mnie w dupie. Świat jest do dupy. A może to tylko moje życie? Kończę narazie, czekają mnie zajęcia.
Ten sam dzień, godzina dziewiętnasta trzydzieści.
Nie uwierzycie. W sumie... sama w to nie wierzę. Około piętnastej przyjechał ten gwiazdorzyna, który miał zamieszkać u mnie w pokoju. Okazał się... Justinem Bieberem. Tak, tym Justinem Bieberem. Tym piosenkarzem, którego piosenki mam na empetrójce. Prawie się nie odzywa i ciągle klika na telefonie. Dziwne, że mu go nie zabrali. Pewnie jako że jest sławny, ma jakieś ulgi. To nie fair, ale cóż zrobić? Za pół godziny kolacja, ciekawe czy na nią zejdzie.
___________________________________________________
Mimo, że nie było 5 komentarzy pod prologiem, dodaję rozdział I z dedykacją dla LadyInBlack14. Dziękuję, że jako jedyna, czytasz moje wypociny :D :* Ah, przepraszam, za taki krótki rozdział I, ale rozdział II już jest gotowy i jest dwa razy dłuższy! :D
Tagi:
{pamiętnik}
Biała podłoga, białe ściany, biały sufit, białe łóżko, biała pościel. Znałam ten pokój na pamięć, miałam go dość, chciałam uciec - ale nie mogłam. Stąd się uciec nie da. Skąd? Ze szpitala psychiatrycznego. Jeżeli to czytacie, to nie myślcie sobie, że jestem wariatką. To znaczy, według ludzi - owszem, jestem - ale oni gówno wiedzą. Oni mnie nie rozumieją. Lekarze wykonują swoją pracę dla pieniędzy, a nie dla dobra innych. Pewnie chcecie wiedzieć, dlaczego tu siedzę? Otóż... zostałam zgwałcona. Nikt mi nie wierzył, więc wygodniej było wysłać mnie do psychiatryka, żebym nie psuła opinii bogatym rodzicom. Myślą, że zwariowałam i to od prochów, od których byłam przez chwilę uzależniona. Dowiedzieli się o tym dopiero kilka tygodni temu, pomimo, że przestałam ćpać parę miesięcy wstecz. Cudowni starzy, czyż nie? Ale mam ich gdzieś, tak jak oni mnie. Już niedługo stąd wyjdę, a wtedy pokażę im, że nie jestem byle śmieciem, którego można łatwo usunąć. Wszystkim pokażę. Zobaczycie. Bo mam imię i nazwisko, nie jestem nikim. Urodziłam się, by być kimś. Prawda? Nazywam się Caroline Hastings i o to moja historia.
Tagi:
PROLOG
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie ma tu żadnego rozdziału. Otóż... zrezygnowałam z pisania tamtego opowiadania i zaczęłam nowe. Mam nadzieję, że będzie się cieszyło większą sławą, niż tamto. Przyznam szczerze, że nie lubiłam swojego ff. A to jest ważne, żeby być zadowolonym ze swojej twórczości, nie? Nowe opowiadanie, jest w formie pamiętnika, a tematyka zostaje ta sama - Justin Bieber. Bohaterów, jest na razie tylko dwóch. Z czasem jednak, rozwinie się do kilkunastu. Ale musicie poczekać.
Nie będę ich opisywać, bo o nich będziecie dowiadywać się w rozdziałach. Dam Wam tylko zdjęcia bohaterki (bo chyba wiecie jak wygląda Biebs? A jeśli nie, look w prawo), aby wspomóc trochę Waszą wyobraźnię.
Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do czytania prologu, który pojawi się za chwilę.
Nie będę ich opisywać, bo o nich będziecie dowiadywać się w rozdziałach. Dam Wam tylko zdjęcia bohaterki (bo chyba wiecie jak wygląda Biebs? A jeśli nie, look w prawo), aby wspomóc trochę Waszą wyobraźnię.
Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do czytania prologu, który pojawi się za chwilę.
Tagi:
NOTKA SPECJALNA.



